W dniach 26 do 29 sierpnia bieżącego roku, w Cieszynie (głownie polskim, częściowo czeskim), odbywał się kolejny – coroczny – Ogólnopolski Konwent Miłośników Fantastyki „Polcon”. Impreza ta była wyjątkową – bo łączyła w sobie również czesko-słowacki Parcon oraz europejski Eurocon. Te trzy wydarzenia razem – stworzyły unikatowy twór – cieszyński Tricon.
Na takiej imprezie powinien być każdy – choćby dla samej jej niepowtarzalności. Niestety (lub „stety” – w zależności, jak się na to patrzy) organizatorzy przygotowali dla gości jedynie 1500 miejsc i nakreślili politykę informacyjną, która jasno wskazywała na to, że w dniu otwarcia o nocleg i akredytację będzie trudno. Poskutkowało to astronomiczną liczbą wcześniejszych akredytacji wynoszącą rekordowe 1360. Na miejscu pojawiło się jeszcze trochę osób i ostatecznie Tricon zamknął się w liczbie 1570 uczestników. Organizatorom udało się więc przygotować konwent dokładnie na wyznaczoną sobie miarę.
Do leżącego nad granicą Cieszyna można dostać się pociągiem (niestety bardzo rzadko kursującym), PKS-em i prywatnymi liniami autobusowymi oraz (rzecz jasna) własnymi środkami transportu. Organizatorzy dla ułatwienia podróży umówili się z jedną z firm busowych w sprawie podwózki gości bezpośrednio od dworca katowickiego pod same drzwi konwentu (co stanowiło przedłużenie standardowej wersji tej linii). Informacja o tym pojawiła się między innymi na stronie Triconu. Niestety w czwartek w południe niewielkie busy nie wyrabiały się i sporo konwentowiczów musiało pocałować klamkę zapchanego auta (podobnie, jak osoby postronne, chcące skorzystać z transportu po drodze). Na szczęście firma szybko zorientowała się w czym rzecz i dostawiła drugiego busa – co rozładowało tworzące się napięcie. Należy wspomnieć, że również powrót z konwentu do Katowic możliwy był w pewnych godzinach spod samego gmachu Polconu – co było również miłym ułatwieniem. Osoby, które podróżowały w innych godzinach lub innymi środkami publicznego transportu musiały podejść z dworca na teren kampusu uniwersyteckiego, w którym odbywał się Tricon. Przebycie tej drogi zajmowało około 15 minut.
Tricon do najtańszych konwentów z pewnością nie należał. Na wejściówkę w przedpłatach wydać było trzeba od 50 do 90 złotych, a na miejscu cena ta wzrastała aż do złotych 100. Kolejną stówkę przeznaczało się na noclegi w akademikach. Zdecydowanie mniej kosztował wybór wspólnej sali gimnastycznej (nie zrobiło tego zbyt wielu ludzi). Ta znajdowała się po czeskiej stronie konwentu – odległej o jakieś 25 minut dziarskiego marszu. Na szczęście można było się do niej (i z powrotem) dostać również kursującym co godzinę autobusem konwentowym (wieczorem do około 22) – za ten pomysł należą się organizatorom duże brawa. Mimo wszystko jednak położona za granicą szkoła był dosyć odciętą i opustoszałą enklawą Triconu.
Akademiki natomiast okazały się być budynkami o zaskakująco wysokim standardzie. Pokoje wyposażone w lodówki, kuchenkę, prawie prywatne prysznice i toalety – wszystko – szczególnie w cichym budynku – lśniące nowością. Panie sprzątaczki same codziennie rano wynosiły śmieci… Jednym słowem – pełen luksus.
Każda zaakredytowana osoba otrzymywała pokaźny komplet materiałów. W konwentowej torbie znaleźć można było dwa informatory (większy z regulaminem, ogólnymi informacjami, przedstawieniem gości i mniejszy kieszonkowy z planem prelekcji), trzy komiksy zawarte w jednej gazecie, antologię „Smok Urojony” i demo gry Machinarium.
Na terenie kampusu znajdowała się pełna baza żywieniowo-rozrywkowa. Na parterze jednego z akademików znaleźć można było czynny do późnych godzin klub studencki – miejsce, do którego udawała się znaczna część konwentowiczów po zakończeniu się programu. Tuż obok stołówka serwowała pełne dwudaniowe obiady w cenie zaledwie 10 zł. W głównym budynku dodatkowo znajdowało się niewielkie bistro. Oczywiście nie było też problemów z zamówieniem czegoś na wynos na teren Triconu. I szkoda tylko, że pogoda trochę nie dopisała – przez co nie wykorzystano do końca możliwości kolejnego punktu gastronomicznego – zewnętrznego grilla.
Główna część programu Triconu odbywała się w budynku dydaktycznym Uniwersytetu Śląskiego. Do dyspozycji konwentowiczów oddano 12 sal różnej wielkości – od średnich, poprzez całkiem spore, na dużym audytorium kończąc. Podział ten wyznaczał również bloki programowe. Na „niskim parterze” znaleźć można było głównie prelekcje erpegowe i LARP-owe, na parterze kinowo-serialowe, na piętrze literackie i naukowe, a w głównej sali – spotkania ze znanymi autorami. Podział ten nie był jednak aż tak wyraźny, a czasami wynikał bardziej ze względów technicznych – niż tematycznych. Należy tu zaznaczyć, że większość (jeśli nie wszystkie) z sal wyposażone były w rzutniki i inny sprzęt audiowizualny, z którego mniej lub bardziej chętnie korzystali prelegenci.
Moim zdaniem (potwierdzonym przez opinie znajomych) ze strony programowej wypadł bardzo dobrze. Prelekcje były dobrze przygotowane, a co najważniejsze pokrywały bardzo duży obszar tematów – o co często na Polconach trudno. Nic dziwnego, że ludzie chętnie korzystali z tego dobrodziejstwa – na tyle, że często nie mieścili się w salach. Jako, że Tricon był konwentem europejskim, pewna część programu odbywała się w języku angielskim, sporo było również tłumaczeń między polskim, czeskim i angielskim. Zdarzyło się również kilka punktów programu tylko po czesku (lub słowacku).
Nie można narzekać na gości, którzy licznie zjawili się na imprezie. Wśród nich byli między innymi Andrzej Sapkowski, Steven Erikson i Alan Campbell.
Jedynie LARP-ownie i Games Room – ten ostatni ku ewidentnej rozpaczy konwentowiczów – umiejscowione były po czeskiej stronie granicy. Po zakończeniu się głównego programu o godzinie 20:00 niewielu osobom chciało się wyruszać w pieszą wycieczkę ku planszówkom (zresztą również w środku dnia mało kto to robił). Podobnież miał się tam odbywać również jakiś blok programowy – ale generalnie nie udało się znaleźć nikogo, kto by nań trafił.
Pozostawieni sami sobie konwentowicze dziarsko wykorzystywali więc klub i akademiki do samo-integracji i zawiązywania nowych znajomości. Z tej strony Tricon można zaliczyć do imprez bardzo udanych.
Od strony logistyczno-organizacyjnej trudno Triconowi coś zarzucić. Świadkowie co prawda mówią o drobnych wpadkach na głównej gali konwentu, a w kuchni konwentu panował (jak to zawsze na konwentach bywa) twórczy chaos i rozwiązywanie pojawiających się (również – jak to zawsze bywa) niezależnych od organizatorów problemów. Od strony uczestników i prelegentów wszystko było jednak w porządku. Przed każdą prelekcją obsługa przynosiła wodę, pomagała podłączyć sprzęt, pytała czy czegoś jeszcze nie trzeba, a po 50 minutach bezlitośnie (czyli tak jak powinna) informowała, że trzeba już kończyć przedstawienie. Dla prelegentów również miłym dodatkiem były punkty (konwentowa waluta) do wydania w sklepiku z nagrodami, czy też możliwość napicia się przed/po prelekcji darmowej herbatki i zjedzenia ciasteczka w specjalnej salce. Szkoda tylko, że na Polconach utarło się, że prelegenci również (jak zresztą praktycznie wszyscy) płacić muszą pełną wejściówkę.
Z ciekawostek konwentowych należy wspomnieć o uroczystym otwarciu imprezy, które odbyło się na granicznym Moście Przyjaźni. Swoje przemówienia wygłosi zarówno przedstawiciele fandomów polskiego, czechosłowackiego i europejskiego, a także władz samorządowych. Uformowany tam orszak powędrował, ze smokiem na czele, do centrum miasta.
Innym faktem, dość ciekawym, było częste kursowanie karetek pogotowia po kampusie uniwersyteckim. A to ktoś nieszczęśliwie złamał sobie nogę, a to się zaciął. Pech widocznie prześladował konwentowiczów (oczywiście, pisząc często, mam na myśli faktycznie kilka razy).
Reasumując – Tricon był konwentem zdecydowanie udanym. Świadczy o tym przede wszystkim to, że podczas jego trwania jego uczestnicy nie nudzili się, raczej nie narzekali (tylko z powodu niedostępnej i odległej czeskiej enklawy), a co najważniejsze wyglądali na zadowolonych z przyjazdu.
Ocena konwentu: 5-
Pełną galerię zdjęć z konwentu znaleźć można tutaj, a dwa dodatkowe filmy wideo z otwarcia tutaj.








„Szkoda tylko, że na Polconach utarło się, że prelegenci również (jak zresztą praktycznie wszyscy) płacić muszą pełną wejściówkę”
- ABSOLUTNIE nie szkoda, bo to jedyne rozsądne rozwiązanie. Wszystkie konwenty, ale Polcon ZWŁASZCZA – to przecież imprezy wspólne, „składkowe”, więc każdy powinien po prostu CHCIEĆ zapłacić, żeby czuć się „u siebie”.
I nie wiem do końca, jak jest gdzie indziej, ale w czasie imprez ŚKF-owych płacą także organizatorzy…
Płacić można nie tylko pieniążkami, ale i pracą – a wartość tej może (choć nie musi – bo akurat Polcony są dość drogą imprezą) w przypadku prelegentów przekraczać koszt wejściówki. W przypadku organizatorów, dla który konwent to przez pół roku drugi etat… no policzcie sobie ile to jest.
Kwestia tego czy organizatorzy i prelegenci powinni płacić nie jest taka prosta. W wypadku innych imprez zazwyczaj są przewidziane zniżki/wejścia za darmo. Jednak na ile rozumiem Polcon jest inny – jest on imprezą całego fandomu i stąd ma formę imprezy składkowej gdzie wszyscy „skladamy się” na wynajem pomieszczeń etc. Do tego część z nas doklada to co może od siebie – panele, konkursy, prace organizacyjną etc.
Nie chcę dyskutować czy ta idea jest słuszna czy nie. Sam mam mieszane uczucia. Faktem jednak jest, że ta argumentacja wydaje mi się logiczna (sam byłem tlyko zwykłym uczestnikiem).
Ale jak mówię Alqua, czym gorsza jest praca prelegenta od gościa? Zasadniczo niczym. Dalej to jest ciężka praca i jeśli chce być pozytywnie ocenionym, to wkładam mnóstwo pracy. Bo wiesz, głupio się czytam potem w sieci, że zrobiłeś żenadę itp. Impreza średnio wspólna jest, bo wiele na samym Polconie zależy od głównego organizatora, a reszta fandomu może wyrazić tylko swoje niezadowolenie….
Nie jest gorsza – jest czym innym. Gości jest kilku zaprosoznych. Nie mowie ze zgadzam się z tą filozofią. Po prostu jestem jej świadomy.
Widzisz, dla mnie to jest paranoja. Po pierwsze – organizatorzy nawet jeśli płacą sami za siebie, to przecież na koniec kasa z wejściówek i tak trafia do nich. Taka mała hipokryzja. Po drugie, to co napisał borg. A skoro to impreza wspólna, to dlaczego nie płacą goście, którzy są tak samo fanami fantastyki jak my? Ja robiąc punkt programu wkładam więcej wysiłku w konwent niż osoba zaproszona. Przygotowanie porządnego LARPa to parę dni po kilka godzin pisania. I wiesz, jak widzę że mam płacić za to że się wysilam, to mi się odechciewa. I nie tylko ja tak mam.
Hm, to oczywiście zależy który gość, bo np. zagraniczni autorzy w tym roku i Gerald Home również wykazali się w tej kwestii pełnym profesjonalizmem i przyjechali do pracy. Home przygotował materiały promocyjne na konwent, Card spędził długie godziny podpisując książki i gawędząc przy tym z fanami, Campbell na moją osobistą prośbę pozostał dłużej na konwencie, mimo zaproszenia na kolację za strony czeskiej.
Jest też oczywiście kwestia tego, w jaki sposób wyceniać pracę włożoną w przygotowanie prelekcji, zwłaszcza gdy się z tą samą prelekcją przygotowywaną przez kilka godzin jeździ potem na konwenty przez cały rok, wszędzie oczekując darmowej wejściówki,że już nie wspomnę o tym, kto miałby wyceniać obiektywnie jakość prelekcji i stosownie do niej płacić w złotówkach lub nagrodach.
Nie podoba mi się natomiast uwaga o trafianiu pieniędzy z wejściówek do kieszeni organizatorów, bo to wskazuje na jakieś bardzo złe przekręty w fandomie. Jest dla mnie oczywiste, że jeżeli konwent wykaże zysk, przeznacza się go na organizację kolejnej imprezy. Przy czym chciałabym powiedzieć, że z ideą organizowania konwentów dla zysku głęboko się nie zgadzam.
A ja nie zgadzam się z ideą traktowania pracy fanów, jako pracy mniej wartościowej, za która nie należy się wynagrodzenie. Autor też pisze książkę, a potem wydaje ja drugi i trzeci raz i za każdym razem bierze za to pieniądze. W czym gorszy jest prelegent?
Których „nich”? Jako organizatorzy prowadzimy pełną księgowość, dokumentujemy wszystkie wydatki i pełnimy swoje funkcje społecznie i NIKT nie pobiera za to wynagrodzenia. A swoją wejściówkę zapłaciłem tak, jak każdy z uczestników, tylko odpowiednio wcześniej, żeby nie objęła mnie progresja.
I oczywiście twój klub nie otrzymał z tego żadnych pieniędzy. Cała kasa wyparowała :) . Dobry joke.
Piotrze, nie wierzę, że naprawdę nie dostrzegasz różnicy, pomiędzy „kieszeniami” organizatorów, a pieniędzmi klubu.
Odpowiem Ci jednak tak, jak gdybym w to wierzyła. :)
Otóż pieniądze, które udaje się zwykle klubom zarobić na konwentach przeznaczane są na działalność statutową, nie zaś na wydatki organizatorów. W naszym przypadku będzie to organizacja Seminarium Literackiego (na które my – organizatorzy także nie pójdziemy sobie za darmo, tylko zapłacimy), na remont siedziby klubu (jeśli starczy), na wydawnictwa klubowe, uzupełnienie biblioteki, może na zakup paru gier i podobne „luksusy”. Ale już na klubową herbatę i cukier robimy zrzutki z własnej kasy. :)
Foka: ale widzisz, sprawa jest prosta. Równie dobrze możecie zamiast płacić na konwent, od razu dać dodatkowe składki na klub :) . Efekt zasadniczo będzie ten sam. A jakoś nie wierzę, że członkowie klubu nie będą czerpać przyjemności z tej kasy którą zarobiono ;) . Tak, to jest dla mnie właśnie ta mała hipokryzja, bo w efekcie końcowym ta kasa wraca do kasy klubu :) .
Fajna recenzja – krótko i treściwie. Dodałbym tylko 2 rzeczy.
Warto przy gościach wspomnieć o Cardzie ;)
Co do materiałów promocyjnych dawanych z wejściówką zależao to od tego keidy się rezerwowało wejście. Im wcześniej tym więcej było materiałów. Jak ktos zarejestrował się póxno jak ja – to były tlyko informatory :P
Czyli jakaś paranoja, tak? Płacisz więcej i dostajesz mniej? o_O
Wydaje mi się, ze celem jest to by organizator jak najwcześniej znał swój budżet/jak najwcześniej miał pieniądze na pierwsze zakupy – dlatego też promuje róznymi sposobami wcześniejszą wpłatę – patrząc w ten sposób jest to jasne i logiczne.
A dla mnie mało logiczne – jako że organizator i tak miał limit. I traktowanie kogoś w ten sposób uważam za cholernie krzywdzące. Nie dość że płacę drugie tyle, to jeszcze skąpi mi się na materiałach…
Well limit na DOJIcon 4 wynosił 300 osób, a przyszło niecałe 150… Zaożenie, że sie limit zapełni w 100% nie jest rozsądne.
A co do bycia pokrzywdzonym to się nie zgadzam – taki układ promuje pierwszych i najwierniejszych uczestników. Oni dostarczyli kasę wtedy kiedy była potrzebna na samym początku więc możemy im dać za to bonusy.
I znowuż wracajac do DOJIconu od 4 do 7 osoby, które płaciły przedpłatę miały tańszą wejściówkę i dodatkowo mogły sobie wybrac grafikę na identyfikator.
To nie jest niesprawiedliwe – to jest promowanie zachowań korzystnych dla organizacji.
No i jeszcze jedno – nie wiem jaka była motywacja organizatorów w tym przypadku. Przedstawiłem tlyko moje pomysły, które wydają mi się logiczne na podstawie problemów, z którymi sam się spotykałem w organizacji.
Alqua: Wiesz, mała przesada. Po pierwsze – o ile dobrze znam ŚKF, to podejrzewam, że nie startowali z zerowym budżetem na ten konwent. Dwa, że wystarczająca promocją jest cena wejściówki o połowę mniejsza niż na miejscu. Wybacz, ale to nie jest promowanie pewnych zachowań. To jest po prostu bezczelne trzepanie kasy na tych co przyjeżdżają i na miejscu chcą kupić wejściówkę. I jest to niesprawiedliwe. Jeśli wolisz, jest to niesprawiedliwe promowanie pewnych zachowań.
Dobra recenzja. Poza tym dodam, że sala wspólna była też po polskiej stronie i można było skorzystać z autobusu, co czyniło drogę na konwent całkiem krótką.;)
O sali po polskiej stronie nie słyszałem, przez co do niej nie dotarłem. O busiku napisałem – to fajna sprawa była – choć przyznam się, że nigdy na niego nie zdążyłem :)
Impreza odbywała się na terenie Uniwersytetu Śląskiego filia w Cieszynie a nie Uniwersytetu Dolnośląskiego (akapit pod zdjęciem Tricon – Bistro)
Raz jeszcze odpowiem koledze Piotrowi Diabłowi Skorokowi, bo widać, że się zaperza i po prawdzie brnie w głupoty.
Nie wiem, skąd tak dobrze znasz ŚKF. Ale niezależnie od tego, z jakim budżetem startował klub przed imprezą, pieniędzy, które ludzie wpłacają w ostatniej chwili, nie możemy wykorzystać dla imprezy. Zatem zależyt nam na tym, żeby takich ludzi było jak najmniej, a żeby wszyscy płacili wcześniej. I zarówno progresja, jak i ewentualne bonusy, mają ich do tego zachęcić. Kto czeka z wpłatą do ostatniej chwili, sam jest sobie winien. Organizator zawsze woli wcześniej wiedzieć – na przykład – jak duże sale ma rezerwować itd. I na co może sobie pozwolić.
Co do wpłat – naprawdę nie rozumiem, o czym mowa. Konwent to trochę jak ognisko. Wszyscy się zrzucamy i wszyscy się bawimy.
PWC
Diable odnoszę wrażenie, że albo Ci się nie podobało, albo masz jakąś zadawnioną niechęć do ŚKFu. Jest logiczne, że klub – organizator -wykorzystuje nadmiar środków na własne cele statutowe (dodajmy – wciąż związane z propagowaniem fantastyki). Jak długo nie jest to robione kosztem jakości imprezy – nie mam nic przeciwko. Z mojego punktu widzenia impreza była zorganizowana dobrze i nie widziałem wszechobecnych cięć budżetowych byleby więcej dla klubu zostało.
Nie wiem jak to wygląda w przypadku Polconów na Worldconach praktykowane jest przekazanie częśći środków na kolejną edycję. Jeśli tak samo jest na Polconach zakładam, że kasa została przekazana. Jeśli tak nie jest to moim zdaniem klub nie tylko może ale wręcz musi ją wykorzystać. To co napisała Foka czyli Seminarium literackie, remont, wydawnictwa klubowe, biblioteczka i gry to są cele akceptowalne.
Alqua: ale skąd taki wniosek? Bo mam inne zdanie niż ty? o_O No to możemy zakończyć dyskusje w zasadzie.
Wniosek – po prostu odnoszę wrażenie, ze próbujesz się przyczepić do czegokolwiek w dodatku nie mając (rzecz jasna moim zdaniem) racji.
Porównanie Porytkonu nie jest w pełni sensowne to troszkę inna skala imprezy.
No tak, Porytkon był imprezą… większą :) .
Diabeł nie chodzi o samą wielkość a o kwestie organziacyjne. Byłem tlyko na jednym porytkonie – drugim i wybacz ale organziacyjnie stał on kilka stopni niżej od Polconu. Dodajmy, ze były to dośc wysokie stopnie.
PWC, to bardzo ciekawe, że np przy Porytkonie, pieniądze które były zebrane na akredytacji, zostały jeszcze wiele razy z powrotem włożone w konwent. I znam nie jeden konwent, który tak robi. A jedyną rzeczą na którą pieniądze są wydawane po konwencie, to kolejny konwent.
Co do ilości sal – znaczy, planujecie konwent na 1500 osób i nie wiecie ile miejsc macie rezerwować? Skoro jest górny limit, to trzeba zawsze na niego planować. Zawsze wychodzę z założenia, że traktowanie w inny sposób tych którzy płacą na konwencie, jest traktowaniem błędnym. Sama tańsza o 50% wejściówka jest już dużym plusem. Drukowanie materiałów na większą saklę jest tańsze w jednostkowym wyjściu.
Co do wpłat – jak by każdy przyjechał na konwent tylko się bawić, to niewiele by pozostało z programu. Konwent to impreza gdzie masa ludzi wkłada w cholerę swojej pracy. I wiesz, jak my robimy ognisko, to nie składamy się. Każdy przygotowuje swoją część. I nikt nie ma pretensji, że tylko 2-3 osoby zbierały drewno ;) .
I jak rozumiem, za pieniądze zebrane na WEJŚCIU, byliście w stanie wydrukować np program dla każdego uczestnika, który wchodzi? Albo dać mu specjalnie na tą imprezę wydrukowaną antologię? Poproszę o namiary na taką drukarnię. Oczywiście z cenami, które mogą zostać pokryte przez akredytacje.
A propos planowania miejsca, to co zrobisz, jak PLANUJESZ na 1500 osób, a przyjedzie 1400 zarejestrowanych wcześniej i 1600, którzy decydują się w ostatniej chwili?
I jakbyś mnie oświecił, jak wygląda „pieniądze zostały jeszcze wiele razy z powrotem włożone w konwent” – na jakieś konkrety? Bo w ostatnim momencie, nie jesteś w stanie zrobić dokładnie NIC. Jeżeli wydaje Ci się, że tak, to masz rację. Wydaje ci się. Możesz dać każdemu po batoniku, ale to chyba nie o to chodzi?
Pozdrowienia.
Widzisz, masz mocno ograniczony świat. Po pierwsze – w każdej chwili trwania konwentu można dokupić nagrody. Po drugie, wiele rzeczy można kupić na fakturę z terminem płatności dwa tygodnie od odebrania towaru/usługi. W taki sposób można rezerwować miejsca noclegowe nawet. Ale rozumiem że stawiana sprawa jest jasno. Jeśli ktoś zapłacił wcześniej to może liczyć że jego pieniądze zostały wydane na konwent. W przeciwnym wypadku płaci klubowi za remont.
Jak planujesz konwent na 1500 osób, to robisz taki limit wejściówek. Jak każda normalna impreza. Jeśli nie robisz limitu, to stajesz na głowie, żeby miejsca ci nie brakło. I inwestujesz. Bo taki konwent to właśnie inwestycja.
@Piotr „Diabeł” Skorok – bez wycieczek osobistych, proszę.
Krótko:
1. Nagrody – ilość konkursów jest ograniczone, a budżet na nagrody ustalony długo przed rozpoczęciem konwentu. Dokładanie konkursów rozwala program.
2. Prosiłem o namiary na drukarnię, która jest w stanie wydrukować materiały dla ludzi na wejściu (bez wcześniejszej wiedzy, ilu ich będzie), za rozsądne pieniądze.
3. Czy otrzymanie informatora i programu konwentowego tydzień lub dwa PO konwencie jest dla Ciebie akceptowalne?
4. Miejsca noclegowe w akademikach rezerwuje się na podstawie umowy z uczelnią. Każda zmiana to aneks do tej umowy. Uczelnia jak i akademiki wymagają kaucji, którą należy wpłacić wcześniej (w naszym przypadku był to koniec maja).
5. Progresja i jej terminy były znane od sierpnia 2009. Kto chciał, ten mógł. A kto wpłacił i nie mógł pojawić się na konwencie i dał znać, dostawał pieniądze z powrotem.
Pozdrowienia
Diabeł tańsze wejściówki w przedpłatach to rzecz powszechna. O ile kojarzę jest tak na każdym Polconie (moge się mylić) i na wielu koncertach. Jest to rzecz oczywista i bardzo wygodna dla organizatorów. jest to też stosowane na konwentach mangowych. Fakt faktem, ze na mangowych konwentach te różnice w cenie są mniejsze, ale to jest wybór organizatorow.
I inna kwestia – jeśli dany sposób akredytowania Ci nie odpowiadął mogłeś zrezygnować z konwentu. Moim zdaniem organizatorzy mają pełne prawo ustalić dowolny system opłat za wejściówki – byleby był on klarowany. I jeśli wymyślą, że z każdym kolejnym dniem wejściówka jest droższa o 20 groszy to niech tak będzie (chociaż współczuję wtedy skarbnikowi).
Przygotowanie się na tyle osób ile wynosi gorny limit – w pełni się zgadzam, ale zwróc uwagę na:
DOJIcon 4 – górny limit 300 – ilość osób ~150 Jeślibym na wstępie wydał kasę z 300 osób byłbym kilka koła w plecy. Inna sprawa że musieliśmy z własnych oszczędności zakładać za wynajem budynku i inne rzeczy. Przedpłaty są konieczne. A nic tak nie mobilizuje ludzi do przedpłat jak progresja kosztów i bonusy.
Problemem Polconu jednak jest to, że założyć za niego z góry nie trzeba kilku tysięcy tylko zapewne kilkadziesiąt – a nie sądzę by organizatorzy mieli taki budżet na zawołanie.
Nie mówmy o Porytkonie. To znaczy w co je zainwestowałeś?
Nie, naprawdę nie chciałbym brać przykładu z Porytkonu.
Co do górnych limitów, to sorki, ale opowiadasz bzdury albo nie masz pojęcia o kosztach. Porytkon robisz w szkole i tyle. I masz tę szkołę (nie wnikam, ile za nią płacisz). Tam sie płaci za każdą salę osobno, każda następna kosztuje spore pieniądze. Od pewnego momentu kończą się akademiki, szukać innych miejsc (rezerwować, płacić zaliczki) czy nie warto?
A co do ogniska – no właśnie. Wszyscy pracujecie. Ale czemu niektórzy mają pewne świadczenia dostawać za free? BTW czy byliby skłonni płacić od tego podatek?
Tak że nie, chcyś nie wiemm jak się napinał i krzyczał, że przecież nie jesteś mniej ciekawy niż Orson Scott Card, to jednak jesteś mniej ciekawy. Ale staraj się, masz szansę napisać książkę albo – na przykład – zostać Fan Guest.
PWC
Dobra, koniec tematu. Nie ma sensu tego dalej toczyć. Każdy ma swoje pojęcie, a powoli odchodzimy od tego co było na początku.
Podsumowując – wg mnie każdy uczestnik konwentu powinien dostać takie same materiały konwentu (wszelkie informatory itp). Zachęcanie do przedpłaty powinno być na zasadzie upominku, powinno to być jasno wspomniane (na stronie Triconu nie ma informacji, że coś się zyskuje/traci korzystając lub nie z przedpłat). Jestem też za zniżkami dla twórców programu. Nie ma co dalej brnąć w dyskusje, bo w żaden sposób się nie przekonamy do swoich poglądów.
Over & out.